(Ronney)
Dlaczego świat jest tak niesprawiedliwy? Dlaczego to Lux musi być starsza? Dlaczego to ona jutro znajdzie się w Rosewood? Dlaczego... - Moje rozmyślania przerwał ojciec, który jakby czytając mi w myślach, powiedział:
- Każdy musi kiedyś dorosnąć. A Ronney, pamiętaj o twoim dzisiejszym zadaniu, Lux nie może się dowiedzieć!
- Wiem, tato wiem. Właśnie miałem zrobić mojej ukochanej siostruni pobudkę! - Powiedziałem i pobiegłem do pokoju na piętrze. Nie byliśmy specjalnie biedni, ale bogaci też nie. Naszym jedynym problemem było zbyt dobre serce Kopciuszka. Gdy tylko wszedłem, zauważyłem, że Luxoria ślini się przez sen. Jaki miałem ubaw, dopóki sobie nie przypomniałem, że mogę już jej nigdy nie zobaczyć. Wpadłem na sztański pomysł i wskoczyłem na mojego Kopciuszka.
(Luxoria)
Jeszcze śniłam o mojej kochanej matce, kiedy poczułam ciężar w okolicy pępka. Nic nie ogarniałam, dlatego zrzuciłam to coś z siebie i usłyszałam tłumiony jęk. Zamrugałam kilka razy i dostrzegłam Ronney'a leżącego na podłodze. Zerwałam się z cichym krzykiem i już miałam na niego warknąć, ale spojrzałam w jego błękitne oczy i momentalnie wymiękłam. Wpatrywał się we mnie jak bity szczeniak i wiedział, że nie będę w stanie go okrzyczeć:
- Co ja ci takiego zrobiłam, mały Aniele, że mnie nienawidzisz i budzisz w środku nocy?
- Nic Kopciuszku tylko mamy już 12 a ty przecież chciałaś żeby...
- Ale nie w taki sposób!! - Mój brat lekko się przestraszył, bowiem bardzo, ale to bardzo rzadko krzyczałam. Szybko podeszłam i go przytuliłam. On uśmiechnął się niepewnie i oddał przytulasa.
- Lux, obiecałaś mi, że pójdziesz ze mną na wycieczkę w góry. Możemy wyruszyć zaraz po śniadaniu. - Powiedział, na co ja lekko zmarszczyłam brwi. Nie przypominam sobie, abym coś takiego obiecywała. Niemniej szybko wygoniłam Ronney'a z pokoju i poszłam wziąć szybki prysznic. Po 20 minutach byłam gotowa do wyjścia. Miałam na sobie granatowe jeansy, bokserkę, na niej bluzkę Alabama i moją ulubioną skórzaną kurtkę, a także terenówki. Włosy spiełam w prosty warkocz. Zeszłam na dół i przygotowałam jedzenie. Dla mnie oczywiście kanapki z rzodkiewką, szynką i pomidorami, a także termos kakao. Dla Ronney'a wzięłam kanapki z serem żółtym i butelkę herbaty cytrynowej. Na deser po 2 jabłka i małą tabliczkę czekolady. Razem z bratem ubóstwaliśmy czekoladę i wszystko podobne. Zawołałam Anioła i od razu udaliśmy się do naszego ulubionego miejsca - wielkiej jaskini za leśnym wodospadem Korou. To miejsce jest przepiękne ale dlaczego musi być oddalone o 2 godziny drogi? To nie fair! Jaskinia jest tak piękna, że zawsze przypomina mi naszą matkę. Izabela Muriel zginęła 3 lata temu, zastrzelona przez jednego z bogaczy z "Elity", tylko dlatego, że chciała dochować wierności mężowi. Oczywiście bogatego faceta osądzono o zabójstwo ale Elita to elita. Westchnęłam smutno. Po zjedzeniu obiadu zapytałam Ronney'a czy możemy już iść. Ten kazał mi zostać jeszcze godzinę. Postanowiłam wybrać się na spacer. Przechodziłam obok Dębu Iro, gdy ktoś na mnie wpadł. Był po chłopak o bardzo przystojnej twarzy. Orzechowe oczy patrzyły na mnie z pogardą, jakbym była niedorozwinięta.
- Sorry. - Powiedział i już ci nie było. Leżałam na ziemi jak sparaliżowana,. Byłam zdziwiona, to mało powiedziane. Wstałam i wróciłam do brata. Pawie ciągnąc go za sobą, wróciliśmy do domu. Tam czekała na mnie ogromna niespodzianka, w postaci...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
I jak się podoba. Mi nie za bardzo... Ale ocenę zostawiam wam.
P.S. Następnym razem będzie dłuższy
- Co ja ci takiego zrobiłam, mały Aniele, że mnie nienawidzisz i budzisz w środku nocy?
- Nic Kopciuszku tylko mamy już 12 a ty przecież chciałaś żeby...
- Ale nie w taki sposób!! - Mój brat lekko się przestraszył, bowiem bardzo, ale to bardzo rzadko krzyczałam. Szybko podeszłam i go przytuliłam. On uśmiechnął się niepewnie i oddał przytulasa.
- Lux, obiecałaś mi, że pójdziesz ze mną na wycieczkę w góry. Możemy wyruszyć zaraz po śniadaniu. - Powiedział, na co ja lekko zmarszczyłam brwi. Nie przypominam sobie, abym coś takiego obiecywała. Niemniej szybko wygoniłam Ronney'a z pokoju i poszłam wziąć szybki prysznic. Po 20 minutach byłam gotowa do wyjścia. Miałam na sobie granatowe jeansy, bokserkę, na niej bluzkę Alabama i moją ulubioną skórzaną kurtkę, a także terenówki. Włosy spiełam w prosty warkocz. Zeszłam na dół i przygotowałam jedzenie. Dla mnie oczywiście kanapki z rzodkiewką, szynką i pomidorami, a także termos kakao. Dla Ronney'a wzięłam kanapki z serem żółtym i butelkę herbaty cytrynowej. Na deser po 2 jabłka i małą tabliczkę czekolady. Razem z bratem ubóstwaliśmy czekoladę i wszystko podobne. Zawołałam Anioła i od razu udaliśmy się do naszego ulubionego miejsca - wielkiej jaskini za leśnym wodospadem Korou. To miejsce jest przepiękne ale dlaczego musi być oddalone o 2 godziny drogi? To nie fair! Jaskinia jest tak piękna, że zawsze przypomina mi naszą matkę. Izabela Muriel zginęła 3 lata temu, zastrzelona przez jednego z bogaczy z "Elity", tylko dlatego, że chciała dochować wierności mężowi. Oczywiście bogatego faceta osądzono o zabójstwo ale Elita to elita. Westchnęłam smutno. Po zjedzeniu obiadu zapytałam Ronney'a czy możemy już iść. Ten kazał mi zostać jeszcze godzinę. Postanowiłam wybrać się na spacer. Przechodziłam obok Dębu Iro, gdy ktoś na mnie wpadł. Był po chłopak o bardzo przystojnej twarzy. Orzechowe oczy patrzyły na mnie z pogardą, jakbym była niedorozwinięta.
- Sorry. - Powiedział i już ci nie było. Leżałam na ziemi jak sparaliżowana,. Byłam zdziwiona, to mało powiedziane. Wstałam i wróciłam do brata. Pawie ciągnąc go za sobą, wróciliśmy do domu. Tam czekała na mnie ogromna niespodzianka, w postaci...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
I jak się podoba. Mi nie za bardzo... Ale ocenę zostawiam wam.
P.S. Następnym razem będzie dłuższy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz