(Luxoria)
- Megan! Jak dobrze cię widzieć! Miałaś być u babci i jej pomagać, przecież wiesz, jak ona źle się ostatnio czuje!h
- Wyluzuj Kopciuszku, babci nic nie jest.
- Ale...
- Witaj, kochanie.
- Babcia Helena! - Krzyknęłam i rzuciłam się jej w ramiona. Od kiedy pamiętam babcia Helena zawsze chorowała. Ostatnio doskwierały jej migreny i ból nerek. Bardzo kochałam swoją babcię, bo pomogła mi pozbierać się po śmierci mamy. Kochałam też moją kuzynkę Megan tzw. Rose. Była piękna jak róża. O delikatnych blond włosach, zaróżowionych policzkach, mlecznych oczach i wiecznym uśmiechu. Zawsze zazdrościłam jej urody.
- Co tu robicie?
- Myślisz, że ominęła by mnie możliwość porozmawiania z tobą, Kopciuszku, wiedząc, że jutro wyjeżdżasz do Rosewood? - Powiedziała babcia i momentalnie zamarłam. Nie lubiłam, gdy ludzie przypominali mi o wyjeździe w celu znalezienia męża. Byłam bardzo drażliwa na tym punkcie. Automatycznie popsuł mi się humor. Meg widząc co się dzieje, pociągnęła mnie do pokoju i posadziła na łóżku. Przytuliła się do mnie, a do nas przyszedł Ronney.
- Ojciec kazał was zawołać, bo babcia chce zaczynać. - Powiedział spokojnym głosem, ale widać było, że jest zdenerwowany. Szybko założyłam biało-niebiesko-zieloną sukienkę, sandałki rzemykowe, a włosy spiełam w warkocza, przerzuconego przez lewe ramię. Byłam gotowa.
(Taylor)
- Paniczu Wyatt, jest panicz proszony do gabinetu pańskiego ojca.
- Oczywiście Gabrielu. Możesz odejść. - Powiedziałem a starszy kamerdyner posłusznie opuścił pokój. Ja tymczasem spytałem się najlepszego kumpla - Willa Iris:
- Stary pamiętasz co ostatnio zrobiłem?
- Nie, chyba, że chodzi o tą imprezę u Kiry. Nieźle się wtedy schlaliśmy.
- Nawet mi nie przypominaj. Głowa bolała mnie przez następne 2 dni. Dobra, ja już idę bo jeszcze Auguścik sam po mnie przyjdzie. - Pożegałem się z przyjacielem i ruszyłem do pracowni ojca. Wszedłem do centralnego biura, następnie w prawo i do końca korytarza. Czarnymi drzwiami i 8 drzwi po lewej. Napis na drzwiach brzmiał " Gabinet numer 38, proszę nie wchodzić.". Zapukałem cicho:
- Wejść. - Usłyszałem i szybko usiadłem na przeciw znienawidzonego ojca.
- Synu, jak wiesz, masz już skończone 20 lat. Więc czas znaleźć ci żonę.
- Co? - Zapytałem kompletnie zaskoczony.
- Za 5 tygodni ma się odbyć ślub księżniczki Andromedy, na który jesteśmy zaproszeni. Liczę, że do tego czasu znajdziesz sobie żonę, a co najmniej narzeczoną. Za tydzień wybierzesz się z Mikem i Williamem do Rosewood. Możesz już iść. - Chciałem zapyskować, ale nagle zabrakło mi głosu. Wręcz biegiem dotarłem do mojego skrzydła i rzuciłem się na łóżko. Will popatrzył wilkiem i udawał focha, bo przestałem mu picie herbaty. Chwilę później się opanował, widząc moją minę:
- Tay, co się stało?
- Mój kochany ojczulek, u bzdurał sobie, że czas znaleźć mi żonę. - Will omal nie udusił się ze śmiechu. Zamachnąłem się i trafiłem go butem.
- Ile masz czasu?
- W następnym tygodniu jedziemy do Rosewood.
- My? Jakie My?
- W sensie ja, ty i Mike.
- Ja też?
- No, już czas, abyś oświadczył się Cassandrze.
- Zrobię to pod warunkiem, że ty też się tam komuś oświadczasz. - Teraz to ja omal się nie udusiłem.
(Helena)
Jak szybko minął ten czas?! Jutro moja najstarsza wnuczka uda się do Rosewood, w poszukiwaniu męża. Pamiętam jak ja sama tan byłam. Wiele męskich spojrzeń oceniających dziewczyny na podstawie wyglądu i krótkiej rozmowy. Ja miałam szczęście, bo za młodu nie byłam zbyt piękna. Nie to co mój kochany Kopciuszek. Moja Luxoria. Taka piękna, dobra i niewinna. Prawdziwym skarbem nie są gęste włosy, zgrabna sylwetka czy piękne oczy, ale dobry charakter: dobroć, cierpliwość, wierność, szlachetność, niewinność, miłość. To wszystkie cechy godne idealnej żony i matki. Godne Luxorii. Mam nadzieję, że rywalizacja nie wpłynie na nią. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek ją spotkam.
.jpg)
.jpg)







